Handicap

Porównywanie wyników wioślarzy o zróżnicowanej masie ciaŁa

Poniżej zamieszczam obszerne fragmenty artykułu, który ukazał się w miesięczniku stoważyszenia CROSS, numer 10-11 (67-68) październik-listopad 2010. Trener Ryszard Koch cytował w nim obszerny fragment mojej wypowiedzi dotyczącej alternatywnego sposobu wyznaczania wyniku w przypadku wioślarzy o zróżnicowanej masie ciała. Od czasu publikacji tego artykułu system opisywany w artykule został już w Polsce zastosowany kilkakrotnie.

W obowiązującym obecnie systemie oceny wyniku sportowego, którym może być, na przykład, czas osiągnięty na dystansie 1000 metrów lub przewiosłowany dystans w czasie 4 minut, w zdecydowany sposób faworyzowani są zawodnicy o bardzo dobrych warunkach fizycznych. Przeciętne warunki dobrego, pełnosprawnego wioślarza (na łodzi) to wzrost około 190 centymetrów i waga ponad 85 kilogramów. Nie inaczej jest na ergometrze.

Praktyka wykazuje, że w przypadku wioślarstwa halowego technika wiosłowania jest często elementem drugorzędnym. Przykładem może być zwycięstwo profesjonalnego strongmana Mariusza Pudzianowskiego (125,8 kg) nad Pawłem Rańdą (75 kg), srebrnym medalistą w konkurencji czwórek bez sternika wagi lekkiej (igrzyska olimpijskie w Pekinie), w pokazowym wyścigu na dystansie 500 metrów podczas halowych mistrzostw Polski we Wrocławiu. Czy jednak na pewno Mariusz Pudzianowski, osiągając wynik 1:18,2, wygrał z Pawłem Rańdą , który dystans pokonał w czasie 1:25,4 ? Odpowiedź jest zaskakująca! Strongman, pomimo osiągnięcia lepszego czasu na dystansie 500 metrów, przegrał! Czy to jest możliwe?

W tym miejscu przybliżę Czytelnikom inny sposób oceny wyniku sportowego na ergometrze niż sama odległość, czy czas osiągnięty przez zawodnika. W Europie, poza nią, jak również w Polsce, sprawa oceny wyniku zawodów na ergometrze budzi od dawna mieszane odczucia. Sam należę do tych, którzy nie zgadzają się z klasyfikowaniem zawodników na podstawie osiągniętego czasu lub pokonanych metrów bez uwzględniania ciężaru ciała. W wioślarstwie zawodników sprawnych, do którego młodzież wybierana jest spośród wielu kandydatów o zbliżonych warunkach fizycznych, może to mieć trochę mniejsze znaczenie (chociaż z takim podejściem się nie zgadzam). Natomiast w wioślarstwie osób niepełnosprawnych, nakłanianych do podjęcia systematycznego treningu, gdy nie zwraca się uwagi na warunki fizyczne, musimy stworzyć każdemu zawodnikowi realne szanse na sukces, dać możliwość uczciwego porównania swojego poziomu sportowego z poziomem dowolnego, również pełnosprawnego, przeciwnika.

Przykład rywalizacji strongmana i wybitnego wioślarza podałem nie bez przyczyny. W rozwijającym się wioślarstwie halowym osób niepełnosprawnych uwidoczniła się już wyraźnie dominacja zawodników ciężkich nad lekkimi. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Okazało się, iż zawodnicy lżejsi, pomimo proporcjonalnej budowy ciała, predyspozycji wytrzymałościowo-siłowych i pełnego zaangażowania w trening i zawody, w rywalizacji ze znacznie cięższymi kolegami, nawet słabiej przygotowanymi, bywają bez szans.

W ostatnich latach do regulaminów wielu dyscyplin sportu wprowadza się zmiany, w celu uatrakcyjnienia zawodów, wykorzystując do tego wiedzę i praktyczne doświadczenie. Czytelnym przykładem były zimowe igrzyska olimpijskie w Vancouver i zmodyfikowany system oceny skoków narciarskich. Wprowadzone poprawki punktowe, uwzględniające elektroniczny pomiar kierunku wiatru, który towarzyszy zawodnikowi w czasie lotu, są tego najlepszym dowodem. Rozwiązanie naszych dylematów jest znacznie prostsze od pomiaru wirującego powietrza w czasie lotu zawodnika na skoczni narciarskiej.

W tym miejscu zacytuję interesujący wywód Pawła Wilgi (absolwenta ośrodka szkolno-wychowawczego dla dzieci i młodzieży niewidomej i słabowidzącej) na powyższy temat. Ten student Polsko-Japońskej Wyższej Szkoły Informatycznej, bardzo dobrze wyszkolony technicznie, silny i wytrzymały (waga 65 kg), lecz bez żadnych szans na dobry wynik, tak pisze:

Nie od dziś wiadomo, że rezultat sportowy w wioślarstwie halowym nie zależy tylko i wyłącznie od stopnia przygotowania zawodnika. Często decydujący wpływ na wynik mają jego warunki fizyczne – wzrost i masa ciała. Tak jest również w przypadku wioślarzy: ciężsi, wyżsi zawodnicy osiągają zwykle znacząco lepsze rezultaty niż ich niżsi i lżejsi koledzy. Efekt ten jest dodatkowo spotęgowany na ergometrze. Czy wobec tego nie można porównywać wyników zawodników o różnych warunkach fizycznych? Okazuje się, że można. Istnieje metoda porównywania wyników wioślarzy o różnej masie ciała, poprzez sprowadzenie tych wyników do „wspólnego mianownika”. Aby to zrobić, musimy najpierw otrzymać przelicznik wyniku dla konkretnego zawodnika. W tym celu możemy posłużyć się następującym wzorem:.

Masa ciała dzielona przez 77,27. Wynik podniesiony do potęgi dwie dziewiąte

Aby określić wynik, należy teraz tylko pomnożyć uzyskany czas lub podzielić uzyskaną odległość przez obliczony przed chwilą przelicznik.

Obliczenie przelicznika masy ciała za pomocą zwykłego kalkulatora może być kłopotliwe. W internecie natomiast znaleźć można kalkulatory, które po podaniu masy zawodnika i dystansu, bądź czasu, zwrócą nam gotowy wynik. Możemy również posłużyć się tabelą przedstawiającą przeliczniki dla różnych mas ciała.

Z takich wyliczeń wynika na przykład, że rezultat 3:40, uzyskany przez zawodnika ważącego 95 kilogramów, jest porównywalny z wynikiem 4:00, uzyskanym na tym samym dystansie przez zawodnika ważącego 65 kilogramów. Podobnie, jeśli cięższy, 95-kilogramowy zawodnik osiągnie po pewnym czasie dystans 1100 metrów, jest to równoznaczne z uzyskaniem przez 65-kilogramowego zawodnika w tym samym czasie wyniku 987 metrów. Co więcej, skala ta nie zmienia się liniowo – to znaczy, że jeśli lżejszy wioślarz uzyska 1200 metrów, to porównywalny wynik wioślarza cięższego stanowi aż 1337 metrów.

Do czego mogą posłużyć takie wyliczenia? Oczywiście możemy posługiwać się nimi podczas treningów, aby porównywać efekty pracy różnych wioślarzy. Możemy także zacząć rozgrywać zawody, których wynik ustalany będzie właśnie w taki sposób. Sceptycy mogliby zarzucić, że nie można opierać zawodów na wyssanych z palca, nieprzetestowanych wyliczeniach. I mógłbym się nawet z nimi zgodzić, gdyby rzeczywiście ten sposób nie był sprawdzony.

Przed dziesięcioma laty w Danii opracowano system, dzięki któremu możliwe stało się rozgrywanie emocjonujących regat halowych dla zawodników różnej płci, wieku i różnej masie ciała. System pozwala w sposób uczciwy wyłonić zwycięzcę.

Nic dodać, ani ująć. Tylko stosować. Zdaję sobie sprawę, że proponowanie rozgrywania zawodów na ergometrach metodą handicapu (taką nazwę nosi w nomenklaturze międzynarodowej) w stosunku do dyscypliny rozwijającej się nie stanowi problemu. Czym innym jest burzenie systemu oceny zawodów jednej z najlepszych dyscyplin polskiego sportu, jaką jest od kilku lat polskie wioślarstwo klasyczne. Należy jednak zaznaczyć, że tam funkcjonuje wśród kobiet i mężczyzn konkurencja wagi lekkiej, wyrównująca częściowo szanse poszczególnychzawodników. Ale czy na pewno? Czy praktyka unikania startu w poważnych zawodach krajowych wioślarstwa halowego przez światowej klasy zawodników nie wskazuje na potrzebę modyfikacji również i tam, gdzie wszystko zapięte jest na ostatni guzik? Czy pełne emocji wyścigi, rozgrywane metodą handicapu z udziałem mistrzów olimpijskich, nie są lepsze niż uczestniczenie w rozrywkowych pokazach tylko po to, aby nie przegrać z kimś, ważącym kilkanaście kilogramów więcej? Może warto się nad tym zastanowić? Niepełnosprawni torują drogę, zostawiając innym temat do przemyślenia.

Powiązane treści